|
|
~
~book;
~archive;
~fav;
~agutek;
wtorek, 21.września.2010, 21:34
Tak wiele w życiu się zmienia, tak naprawdę czas bardzo szybko upływa. Czasami się wydaje, że minuty upływają zbyt wolna, a innym razem, że mkną jak 911. Dużo zmian, bardzo dużo.
Od roku 2008... Mam co raz większy problem z przelewaniem myśli na papier, bo nie robiłam tego ostatnio zbyt często. A nawet jeśli już, to na pojedyncze kartki, które potem ginęły lub zostawały zniszczone, żeby nie został po nich żaden ślad. Wiem teraz, że tak łatwo skreślić rzeczy, które się budowało. Ale moje serce wciąż rwie się do innych ludzi. Dążę do własnych celów, idę z wysoko podniesioną głową i uśmiecham się. Jeśli kiedykolwiek stracę ten uśmiech, zacznę się potykać. Jednak wierzę, że zawsze będzie mi towarzyszył, niezależnie od tego co się będzie działo. Sumienie mi powie, kiedy dotrę do granicy, kiedy powinnam coś zachować dla siebie, a kiedy wykrzyczeć wszystko komuś w twarz. Najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą. I zawsze zostaną ze mną osoby, które akceptują to w pełni. A reszta? Reszta niech trwa gdzieś w oddali i wykrzykuje opinie na mój temat. Szmer musi istnieć. Komentarze (0),
Ciągle jestem małą dziewczynką, która pragnie się do kogoś przytulić. niedziela, 31.sierpnia.2008, 22:48Wakacje.
Czas zapomnienia, słodkiego lenistwa, czas na rzeczy, o których wcześniej mówiło się 'zrobię później'. Gdy jednak przychodzi ten moment, okazuje się, że... nadal na wszystko brakuje wolnej chwili i trudno złapać oddech w ciągłej gonitwie. Już przez mgłę pamiętam zakończenie roku szkolnego, żegnanie murów gimnazjum, gdzie nagle znów zrobiło mi się tęskno. Nie wiem, czy ta mgła wynika z czasu, jaki minął od tego wydarzenia, czy raczej od procentów zaaplikowanych sobie tego samego dnia wieczorem, po oficjalnym ukończeniu szkoły. Z resztą, wszystko jedno. Lipiec. Początek, jakby nigdy nic. Nic się nie zmieniło, znajomi są znajomymi, miasto nadal całe rozkopane, szare i... takie piękne, jak nigdy wcześniej. Choć naprawdę nic się nie zmieniło. Później obóz, najlepszy z najlepszych, jednak nie przeczę, że i tam bywało ciężko. Szczególnie jeśli chodzi o sen. Gdy wróciłam, nagle okazało się, że nie mam zbyt wiele do zrobienia, ale naprawdę brakowało mi wolnej chwili, żeby sięgnąć po książkę, czy usiąść z książeczką nowo zakupionej płyty i przy okazji słuchania zagłębiać się w część literacką, z której- z resztą- niewiele na pewno bym zrozumiała. Chyba, że ze słownikiem na kolanach. Po co komu słownik na kolanach w dobie Internetu? Od tego jest niezastąpiony bot na gadu gadu, oczywiście. Sierpień. Urozmaicony ciekawymi wydarzeniami, bez dłuższych wyjazdów. Mogło by się wydawać- sielanka lenia Agutka. Jednak i ten miesiąc nie był spokojny, nie odpoczęłam fizycznie ani psychicznie. Mętlik w głowie regularnie staje się co raz większy, z różnych powodów. Ech, a może dopada mnie nastoletni okres zaburzeń emocjonalnych? Serio? Czy to schorzenie mogło dotknąć również mnie? Wydaje mi się, że w kierunku września ruszam z głową pełną pomysłów, jeszcze większą ilością najróżniejszych rozmyślań i refleksji, z ogromną chęcią do pracy, która zapewne szybko minie oraz... z radością. Z pozorną radością, że uda mi się dokonać wielkich [małych] rzeczy i nie stracę tej wesołej iskierki w oczach. Bo to jedna z niewielu rzeczy, która podoba mi się we własnym odbiciu. Jak to mówią naiwni, wewnętrzne piękno, tak? Cholerne kłamstwo. Ale pomimo tych wszystkich kłamstw w moim życiu nadal lubię się śmiać i sprawiać, by śmiali się również inni. Nawet, żeby śmiali się ze mnie. O to w tym wszystkim chodzi? Krótko, mniej zwięźle, bo już nie umiem pisać tak, jak kiedyś. Zmieniam się. Nie porzuciłam mojego blogaska. wtorek, 19.sierpnia.2008, 21:09Tylko... już nie mam potrzeby tutaj pisać.
Może kiedyś. Metallica- Chorzów 28.05.08. Relacja... piątek, 30.maja.2008, 23:24... oczywiście dzień przed koncertem pospałam sobie zaledwie cztery godziny. Do tego dręczył mnie sen, w którym nie mogłam przypomnieć sobie żadnego tekstu piosenki i wszyscy się ze mnie naśmiewali. Dobra, wątpię, żeby kogokolwiek interesował mój poranny wypad po świeże bułeczki, więc przejdę do godziny 9.00 Wsiedliśmy do samochodu i pomknęliśmy w stronę Chorzowa. Oczywiście najciężej było dotrzeć do samego celu z Katowic. Nie wiedzieć czemu, praktycznie drogowskazów na 'Chorzów' nie postawiono jak do tej pory.... :] Około godziny 12.15 znaleźliśmy się w okolicy Stadionu Śląskiego. Przy bramie siódmej zebrali się Overkillowcy razem z flagą, którą widać na zdjęciu [na fbl]. Również i ja załapałam się do tego zdjęcia, oczywiście na samym rogu, ale nieważne. Później mała wycieczka po Chorzowskim parku. Pobliski hipermarket wyglądał jak 'Dni Carrefoura', jakiś zabawny facet rzucał teksami, które kasy przeznaczone są tylko dla metali :] Wszędzie czarno, oczywiście. Od samego wejścia czuło się niepowtarzalną atmosferę tego miejsca. Nie tylko dlatego, że wszędzie smażyły się kiełbaski, karczek, a nawet pizze :] Postanowiliśmy zająć swoje miejsca. Jako pierwszy support zagrał zespół Mnemic. Wcześniej słyszałam może ich z dwie piosenki. Średnio porywająca kapela, nagłośnienie też średnie. W tym czasie większą frajdę sprawiało mi oglądanie tego, co robią ludzie na stadionie. Ale kapelka całkiem przyzwoita, porwała do zabawy nieznaczną, lecz bardzo energiczną i żywą część publiczności. Jakąś godzinkę z hakiem później, obecnością na scenie zaszczycił nas Machine Head. Liczyłam na dobry kawał muzyki, zastanawiałam się, jak kilka innych osób, czy przypadkiem nie zmiotą pogromem muzyki grającej nieco 'słabiej' Metalliki. Oczywiście to było niemożliwe, głównie ze względu na monstrum tej drugiej kapeli. Przeliczyłam się również z tym kawałem dobrej muzyki. Z ośmiu granych utworów poznałam zaledwie trzy [nie znam zbyt dobrze twórczości MH, więc... może to całkiem niezły wynik?], do tego koszmarna jakość dźwięku. Nie wiem, co robili wtedy techniczni, ale na pewno nie zajmowali się tym, żeby brzmienie było jak najbardziej selektywne. Bardziej wtedy interesowało mnie, że nie wzięłam z samochodu kurtki, do końca koncertu kilka godzin, a zrobiło mi się, najzwyczajniej w świecie, zimno! Miałam na sobie tylko koszulkę Overkilla :] Po godzinnym secie Machine Head wyszliśmy z sektora trochę się rozruszać, co skończyło się leżeniem na trawie przy schodach. Jakimś panom oczywiście nie chciało się iść do toi-toia i zechcieli 'odlewać się' w pobliskie krzaczory. Potem więcej osób zaczęło tak robić xD Jakieś 10 minut przed 21 pobiegłam z powrotem do sektora. Z głośników popłynął utwór AC/DC- "It's a long way to the top". Bardzo wielu ludzi nie wiedziało, że to zapowiedź rychłego pojawienia się Metalliki na Stadionie. Podczas tego kawałka trybuny, aby się rozgrzać, zorganizowały 'falę'. Później okazało się, że ludzie na płycie odwrócili się i bili prawo dla trybun, które ogólnie podgrzały atmosferę koncertu. Już po chwili, usłyszeliśmy dźwięki Ecstasy of Gold, przy którym cały stadion zerwał się na nogi. Nie usiadłam już do końca koncertu, po chwili Lars nabił rytm do znanego wszystkim Creeping Death, 60 tysięcy gardeł skandowało 'die!'- cudowny efekt. Na rękach fanów z płyty pojawiła się Overkillowa flaga długości 40 metrów. Wyglądało to niesamowicie z góry. Oczywiście już przy tym kawałku mogłam zaprezentować tzw. 'darcie mordy'. Kolejnym kawałkiem, który poznałam już po chwili- był For Whom The Bell Tolls. Dopiero ostatnimi czasy naprawdę polubiłam i poznałam ten kawałek. Robert świetnie go rozpoczął, podoba mi się, że dodaje tam jedną nutkę 'od siebie'. Albo nawet dwie? Oczywiście cały stadion spontanicznie zaczął klaskać w rytm solówki na basie.Generalnie całym plusem był fakt, że Polacy sami, bez namowy Jamesa potrafili zgrać się, klaskając w rytm, czy śpiewając. Zaskoczyło mnie również pojawienie się Ride the Lightning dosłownie- piorunujący efekt! Jak do tej pory same smaczki ze starszej ery. Niestety znajomość języków nie była na tyle zadowalająca, by na pytanie, czy cztery lata to nie za długo, żeby czekać na Metallikę, odpowiedzieć 'It's much too long, James!', wszyscy krzyczeli tylko 'yeaaaah!' :] Chwilę później przyszło kolejne zaskoczenie- Harvester of Sorrow, kolejny utwór z półki tych najlepszych, najcenniejszych. Czas tak szybko płynął, nie mogłam uwierzyć, że to już kolejny kawałek. Na szczęście nad sceną wisiał ogromny telebim, dzięki któremu nawet z sektorów doskonale było widać cały koncert. Widziałam więc świdrujące oczka Jamesa, który wyglądał jak w transie, zahipnotyzowany atmosferą koncertu. Zdzierałam gardło ile wlezie, ale przy Unforgiven, to panowie przede mną zaczęli się już odwracać, kto tak drze mordę. No cóż, to byłam ja i nie zamierzałam przestać. Po koncercie wydawałam z siebie tylko piski. Odśpiewałam cały tekst, James oczywiście zagrał ten kawałek na moim ulubionym Ken Lawrence Explorer... Później wielka sieczka, znakomicie zagrany na żywo utwór tytułowy z czwartej płyty Czterech Jeźdźców, czyli... And Justice for All. Tak naprawdę mało kto znał tekst w całości, ja też muszę się przyznać, znałam go tylko fragmentami, ale i tak efekt był powalający. Ten kawałek, to istne monstrum, skopał tyłki wszystkim przybyłym fanom. Później frontman chwilę porozmawiał sobie z publicznością, byłam tak podekscytowana samym koncertem, że ni w ząb nie pamiętam, o czym mówił, ale... na pewno w którymś momencie koncertu zapytał [pozwolę sobie przytoczyć]: "James : Who has been to Metallica concert before? Większość stadionu podnosi łapki James - Bullshit, you raise your hands because you don't want to look like a dick!" ... i cały stadion leży ze śmiechu :] W tym oto przyjemnym czasie Lars wygrywa znaną partię na perkusji, przyłącza się do niej Rob... i po chwili, ku zaskoczeniu większości, słyszymy we wspaniałym wykonaniu Devils Dance! Kawałek zrobił na mnie wielkie wrażenie. Kolejne cztery wymiatacze: Disposable Heroes, Welcome Home, Master of Puppets i Whiplash po prostu wgniotły publikę w ziemię. Krzycząc 'Maaaster!' i odśpiewując calutki tekst zupełnie ochrypłam i zyskałam nową barwę- pseudoGrowl, którym posługiwałam się już do końca koncertu. Całkiem przyjemne uczucie, było mnie jeszcze bardziej słychać. Te Wielka Czwórka utworów sprawiła, że nigdy nie zapomnę tego koncertu. Wrzeszczącego teksty tłumu nie da się tak ot wyrzucić z pamięci. Do tego... w trakcie Whiplash strasznie wzruszyło mnie jedno. James śpiewając wersy, który powinny brzmieć 'But we wiil never stop, we will never quit, 'cause we are Metallica' zaśpiewał 'Cause YOU ARE Metallica' wykonując gest oddający hołd polskim fanom. Zobaczcie to na youtube! Po chwili przerwy stadion wypełniła błoga melodia Nothing Else Matters.Cały tekst został odśpiewany tak, że wokalisty praktycznie nie było słychać. Tysiące aparatów nagrywających ten utwór oraz tysiące zapalniczek sprawiły, że chciało by się tam zostać jak najdłużej, chciało by się, by ten kawałek brzmiał do końca świata... Resztki głosu, które mi pozostały, wykorzystałam właśnie na ten utwór... Dalej Sad but True, który przyjął się chyba już na dobre do setlisty większości koncertów Metalliki i sprawdza się na nich wspaniale. Ciężkie, mięsiste brzmienie- to jest to, czego z pewnością chce się słuchać! Pirotechnika też dodała kilka groszy to ogólnego efektu. Przed One wystrzeliły w powietrze fajerwerki [o zgrozo, różowe xD], oczywiście Kirk-Śpiąca Królewna, James, który pomylił się kilka razy na samym początku... nieważne. To dodaje smaku koncertowi, przecież to są tylko ludzie i mają prawo się pomylić. Sieczka na końcu tego utworu... ach! Jako ostatni przed bisami, miejsce w setliście znalazł dla siebie kolejny koncertowy killer- Enter Sandman. Choćby mieli zagrać go jeszcze milion razy, on nigdy się nie znudzi, zawsze pełen jakiejś świeżej energii.... Polacy spisywali się świetnie, jeśli chodzi o klaskanie, śpiewanie i generalnie darcie papy. Co prawda, wielu ludzi nie znało tekstów i przyśpiewywało tylko 'master', 'and nothing else matters', czy 'hey', to i tak niesamowicie wszystko wyglądało. Osobiście odnoszę wrażenie, że sektory środkowe bawiły się co najmniej równie dobrze, o ile nawet nie lepiej niż sama płyta. Z góry doskonale widać było, kiedy skakali, wyczyniali różne rzeczy, ale... na trybuny bawiły się naprawdę wyśmienicie, co potwierdzam nie tylko ja. Meksykańska fala rządzi! Później, na bis Last Caress, So What! i oczywiście, niezmiennie... Seek and Destroy! Wszyscy wiedzieli, że to będzie ten kawałek, lecz i tak bawili się wyśmienicie. Polska świetnie się bawiła i wszystko wskazuje na to, że Metallica również. Byli zachwyceni flagą i nastawieniem do koncertu. James śmiało żartował z publiką, naprawdę były salwy śmiechu na Stadionie. Nie zapomnę tego koncertu do końca życia, chociaż żałuję, że napięcie mnie przerosło i nie poznałam kilku osób, które miałam akurat możliwość poznać. Teraz wiem, że Metallica to naprawdę potęga, przekonałam się na własnej skórze. Kocham ich! <333 Dziękuję za uwagę i nie chce mi się pisać już więcej relacji... :) Pozdrawiam, Metalliczny Aguttek :* poniedziałek, 7.kwietnia.2008, 18:12
„Strach ma wielkie oczy i chyba wszyscy osobiście muszą się o tym przekonac, żeby uwierzyć.
Ja pomimo tego, że faktycznie wielokrotnie doświadczyłam tego uczucia, nadal nie czuję się z nim komfortowo. No, chyba, że jest przy mnie ktoś, kogo bardzo nie lubię. To działa na mnie jak dodatkowa motywacja do działania, zakładam na siebie grubą zasłonę i nikt nie widzi mojego strachu, choćbym w środku miała dostać zawału. Kamienna twarz, zadziorne spojrzenie. 'Chcesz mnie nastraszyć? Nie uda cię się. Ha!'- moje oczy mówią wtedy same za siebie. I nie masz szans. Dopóki zdaję sobie sprawę z tego, że strach zależy ode mnie, dopóty mam włączone racjonalne myślenie i to, czego się bałam, znika. Jeśli jednak o tym zapomnę zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Wyobrażam sobie, że coś mi nie wyjdzie, że się zbłaźnię... To normalne. I to jest najśmieszniejsze. Wiem, że to nrmalne, wiem, że mogę nad tym zapanować, ale czasem jest tak, że nie daje się rady. To trzeba wyćwiczyć. Mówiąc 'strach' nie mam na myśli, że siostra przyłąpie mnie na słuchaniu obciachowej piosenki i rozpowie, iż słucham tego czy tamtego. Chodzi mi o te najważniejsze rzeczy, których się boimy. Nie wiem czy dobrze do Was dotarło, to co powiedziałam o sobie, więc powtórzę w jednym zdaniu: Boję się strachu. Kojarzy Wam się to z czymś? A, no tak. Wielmożny Lupin powiedział coś takiego podczas rozmowy z niemniej wielmożnym i jakże szlachetnym Potterem. Ale to prawda. Boję się bać. Czy to ma sens? Być może...” Autor: Aguttek Data: 7 marca 2006 Zapał do takiego pisania już dawno mi minął, co z resztą widać, słychać i czuć. Cały wcześniejszy, Internetowy świat już nie istnieje, jest coś nowego. Po co więc mam na siłę starać się wciąż zachować ten sam styl? Kompletnie bez sensu. Wolę pisać większe pierdoły, ale czuć się z tym komfortowo. Nawet nie wiecie, jak wiele zmieniło się w moim życiu przez ostatni rok. Liczę na to, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy ulegnie równie ogromnej zmianie. Na lepsze, oczywiście. Monotonia życia wciągnęła mnie na dobre, o wiele mniej we mnie tego beztroskiego dzieciaka, choć i tak często zachowuję się nieodpowiedzialnie. Dobra, nieważne ;] Hahaha, będzie lepiej! Będzie Agutkowo, zobaczycie. niedziela, 2.grudnia.2007, 22:19
Przeglądanie fotografii z kategorii: "Concerts & Musicians" z DeviantArta to jedna z moich ulubionych czynności przed monitorem. Oglądanie pełnych emocji zdjęć naprawdę może inspirować. Ostatnio nie mam jakoś czasu, żeby się zatrzymać i zrobić coś, czego od dawna nie robiłam. Cokolwiek miało by to być.
Najwyższy czas przejść się do parku i przemarznąć na kość wpatrując się w niebo. Nawet notatnik nie pomaga w organizowaniu czasu. Czegoś brakuje, jakiegoś ważnego elementu układanki, by spokojnie zakończyć rok, przewrócić stronę w Księdze Życia, postawić kropkę nad "i", po czym zacząć pisać kolejne rozdziały swojej historii. Oho, co do historii... Olimpiada w środę. Jak nie dostanę się do kolejnego etapu, to walnę na podłogę i nie wstanę. Teraz potrzeba mi tylko wdzięczności dla wszystkich ludzi, którzy mnie cenią. Bo we mnie jest ta wielka wdzięczność, tylko muszę nauczyć się ją okazywać. [Kolejne, niezbyt wiele warte linijki mojej twórczości. Ale może komuś pomogą.] Zabierz ten chłód z mojego życia Zastąp go swoim ciepłem Zabierz to łgarstwo z mojego języka Chcę prawdę bez miary odkrywać Po raz kolejny ucieknę Goni mnie bestia żądzy Po raz kolejny ucieknę Pozwolę sobie biec Zabierz ten brud z moich dłoni Obmyj ręce w Zbawieniu Zabierz ten brud z moich dłoni Naucz radości w agonii Uśmiecham się beztrosko Wiem znów, że ucieknę Uśmiecham się beztrosko Zanurzę palec w piekle Umieranie w nieskończoność Słodka agonia miłości Powtarzają się krótkie chwile I toną w morzu zazdrości W kłamstwie dobrze pływam I tutaj chcę już zostać Nie wiem kiedy utonę Jeden cios pragnę dostać Uśmiecham się beztrosko Wiem znów, że ucieknę Uśmiecham się beztrosko Zanurzę palec w piekle... wtorek, 27.listopada.2007, 15:33
Wciąż się zamartwiam, co będzie dalej. Jestem tchórzem, choć staram się tego nie okazywać. Zależy mi na ludziach, z którymi byłam/jestem blisko i perspektywa utraty tej więzi sprawia, że staję się bardzo słaba.
Do walki zagrzewa mnie jedynie moje zimne serce [!] pełne szczerej chęci na wygraną w tej bitwie. Chociaż ja nie dostałam chyba wotum zaufania... Przez pierwsze pięć, dziesięć, a nawet piętnaście minut mogę wmawiać sobie, że wszystko jest w najlepszym porządku. Po dwudziestu minutach stwierdzę, że to do dupy, a pół godziny później już mnie to mało obchodzi. I w zasadzie trudno mi powiedzieć, czy mam jeszcze od siebie dla kogoś trochę... szczerych, pozytywnych uczuć. [SENTYMENTALNY, CHRZANIONY GNIOT!] Opowiedz mi bajkę Ale taką prawdziwą Gdzie wcale nie ma rycerzy Gdzie nie wystarczy przyjaźń Opowiedz mi historię Ale taką prawdziwą Gdzie gorycz przesiąka jedwab, Gdzie walczyć o słodycz życia? Opowiedz mi własną Ale taką prawdziwą Opowieść o swoim życiu Co nie będzie miłą Chcę poznać prawdę z twych ust Bo po co się wysilać? Chcę poznać prawdę z twych ust Doświadczenia nie zdobywać. Odpowiedz na pytanie Gdzie czai się nicość Gdzie jest moja słabość Gdzie władanie siłą? Odpowiedz na pytanie O dziedziny życia O wieczne trwanie duszy O umiejętność bycia Odpowiedz na pytanie Jeśli to nic nie da Po co wciąż zdobywać; Ścinamy młode drzewa... Wszystko czego tak się boję Kotłuje w mojej głowie Wszystko czego tak się boję Prawdę mi o sobie powie? I śmieję się ludziom w twarz, Choć nadal czuję strach I nadal śmieję się w twarz Tocząc wielki głaz... piątek, 19.października.2007, 11:21
Próbuję poukładać myśli, bo znowu nadszedł czas rachunku sumienia. Następny przyjdzie na początku stycznia.
Mętlik w głowie, pozostaje tylko przeczekać, zagłuszyć wątpliwości i iść dalej. Tylko chciałabym już bez uczuć. Więcej o mojej codzienności. Jestem większą wariatką niż... sądzę? xD W każdym razie tutaj jest coś mniej wyszukanego, być może- bardziej autentycznego. sobota, 6.października.2007, 21:10
Wydrzyj z siebie fragment duszy,
Oddaj wreszcie dług. Chcę dopełnić swego dzieła, Chcę odebrać ludziom wzrok. Bez boleści w ostatniej chwili, Bez żalu, nawrócenia Skupiasz się na gniewie tak, Że nienawidzisz życia! Chcę zawładnąć twoją myślą, Chcę zatrzymać twoją łzę! Daj mi rękę, poprowadzę, Daj mi rękę, wezwij mnie! By sama gorycz została, Nie musisz wysilać się, By znów odrzucić radość, Wystarczy chcieć! Zaufanie zostaw głupcom Powierz duszę w Cień! Niech nadejdzie sądny czas Niech nadejdzie wieczny sen! Chcę zawładnąć twoją myślą, Chcę zatrzymać twoją łzę! Daj mi rękę, poprowadzę, Daj mi rękę, wezwij mnie! Nikt ci więcej nie wybaczy Nie zapomni więcej nikt. Bo za winy trzeba płacić, Nie masz już dla kogo żyć! Zapomnienie! Nie masz już dla kogo żyć. Przebudzenie! Spójrz przed siebie, uwierz mi! ------ Przede wszystkim chodzi o to, by nie wszystko trzymało się kupy. Ot tak, pełen spontan. Tró mrok. PT xD Naprawdę nie umiem okazywać prawdziwych uczuć. sobota, 1.września.2007, 21:05Naprawdę momentami zaczynam czuć się jak pieprznięta na łeb, zbuntowana nastolatka. Nie wiem dlaczego, ale nadal mam ochotę się uśmiechać. Choć wszyscy mi mówią, że coś jest źle. Może to na przekór całemu światu mój uśmiech nie znika z twarzy, ale chciałabym czasami zmienić nastrój. Nawet w momencie, kiedy targa mną niczym niepohamowany gniew- jednocześnie jestem zadowolona.
Teoretycznie rzecz biorąc powinnam się teraz załamać i popłakać sobie w rękaw, ale naprawdę nie mam na to najmniejszej ochoty. Och, nie. Mam ochotę. Po prostu- to nie w moim stylu. Muzyka już od kilkunastu minut próbuje sprowadzić mnie na główną szosę. Droga, którą podążałam do tej pory- szeroki, asfaltowy pas nagrzany słońcem- zaczyna się topić pod nogami. Mój zasadniczy problem polega na tym, że nie chcę dostrzec tego słowa. „Problem”. A co to jest? Przecież nazywam się Dzieckiem Szczęścia! Tak naprawdę [albo wydaje mi się, że to prawda], nigdy nie starałam się zastanawiać nad swoimi problemami. Jeśli taki się pojawiał- mijała chwila i było po wszystkim. Tworzenie sobie kłopotów z pewnością nie stanowiło dla mnie nigdy specjalnej rozrywki. Nie chcę się skarżyć- nie, żeby coś się zmieniło w moim życiu- lecz odczuwam przemożną chęć stania się głupim bachorem, który lubi użalać się nad swoim smętnym losem. Otóż, dlaczego? W swojej niezachwianej radości z widzenia [nie, nie patrzenia!] świata, nie biorę na serio poważnych sygnałów od innych osób. Choć nadal nie rozumiem względności pojęć dobra i zła [tak?]. To dobre dla mnie, dobre dla ciebie. Through Glass. Witamy na spowiedzi, drogie dziecko. [Do wszystkich. Do nikogo. Po prostu nie lubię się żalić.] „Problematyka parawanu we współczesnym świecie” (Prawan, a sprawa polska.) środa, 18.lipica.2007, 12:28Stwierdziwszy, że przy tak ogromnym upale nie napiszę nic sensownego, oddałam się słodkiemu lenistwu w towarzystwie tony nadmorskiego piachu i nieodłącznego odtwarzacza mp3. Kiedy wreszcie skończyła się ostatnia naładowana bateria i stronnice w obu książkach, oddałam się wpatrywaniu w piach. Byłam nawet blisko powieszenia się na sznurówce, gdy zgubiłam sudoku, ale wtedy zawołano mnie na obiad. Odzyskałam więc chęć do życia i w takiej oto formie- całkowicie odmóżdżonej- śmiem się wypowiadać. Otóż- wnikliwie obserwując zachowanie napalonych turystów- stwierdzam, że pomimo rozebranych na plaży facetów z zapadniętymi klatami [bądź przeciwnie] i roznegliżowanych bab, którym tłuszcz wylewa się z każdego możliwego miejsca, brakuje tutaj atmosfery rozluźnienia. Słonko, piwko i te sprawy, a tu nic. Jedni wstydzą się bardziej, drudzy mniej, ale każdy strzeże swojego kawałka koca niczym cennej fortecy. Czteroosobowa rodzina kupuje trzy parawany, parasol i namiot, żeby przypadkiem NIKT ich nie podejrzał, a co gorsza, zabrał pół centymetra ich cennego piasku! Wyłącznie koloniści pozbawieni są odrobiny „plażowej prywatności”. Rozłożeni na ręcznikach muszą znosić przechodzących z każdej strony ludzi, którzy z każdą kolejną sekundą zasypują biedny ręcznik toną piachu. Dlatego też nigdy nie pojadę na kolonie nad morzem. Jak widzę ratownika, który pozwala wejść dzieciakom na 15 minut do kolan, ogarnia mnie obrzydzenie i od razu wskakuję do lodowatej wody. O, przy okazji. Na plaży setki ludzi, wszyscy otuleni w te swoje parawany, parasole, leżaczki, namiociki, materace, szpadelki, wiaderka, chustki, czapeczki itd., a w wodzie... może ze dwadzieścia osób. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy nie nadpływa jakiś rekin, czy coś... 1. Nie daj Boże, ktoś nam ukradnie koc! 2. Ojej, jaka zimna ta woda... 3. A w * nazwa dowolnej miejscowości* woda jest o wiele czystsza! 4. Koloniści! Jaka szkoda, że zajmują całe miejsce i nawet nie można się wykąpać... 5. Jaki gorący piasek! 6. Makijaż mi się rozmaże. Masz może wodoodporny tusz? Tak bardzo pragniemy spędzić wymarzony urlop odkładając na niego cały rok, że- będąc już na wyjeździe- izolujemy się od reszty i z minami panów świata wżeramy kolejne gofry z bitą śmietaną. [Szczerze powiedziawszy- zjadałam dwa albo trzy lody włoskie [amerykańskie, tfu!], po czym stwierdziłam, że zdecydowanie wolę zjeść dziennie pięć lodów na patyku niż jednego włoskiego za tą samą cenę. Jak pomyślałam, tak zrobiłam!] Nie przeczę, też jestem- w pewnym sensie- wyznawcą zasady parawanu. Ale nie przesadzajmy, jeden w zupełności wystarczy. [Mm, jeśli ktoś nie zauważył (albo ja nie umiałam tego przekazać) parawan ma drugie dno]. Z lekką nutką przekory, Wasz żarłoczny Agutek. To powiedziawszy, dorzucę jeszcze porcję zdjęć. wtorek, 29.maja.2007, 10:42
Odnoszę dziwne wrażenie, że powinnam wreszcie napisać kilka zdań.
Och, zaniedbałam swojego blogusia. Przez ostatnie trzy miesiące zapewne działo się wiele, ale... ja niezbyt wiele pamiętam. Czas mi się dłuży, gdy czekam. Kiedy coś już za mną- ulatnia się z pamięci tak szybko, że nawet nie zauważam. Wycieczka do Krakowa, o której ostatnio tyle się mówi w moim gronie była, wbrew pozorom, fajna. Fakt wczesnego wstawania pozwolę sobie pominąć... Przydało nam się takie czterodniowe przebywanie razem. Teraz już wszyscy wiedzą, że naprawdę śpiewam pod prysznicem. A teraz sama sobie składam życzenia. Agutku, wszystkiego co najlepsze. Tya. Kompletnie nie wiem, co mam napisać, więc pochwalę się, że jadę na koncert Heaven and Hell, dwudziestego czerwca, do Spodka ^^ ![]() Dwa lata temu pisałam pewną pracę. Szukając różnych informacji natrafiłam na ten tekst. Dziś robiłam porządki w swoich notatkach... "Jednakże najważniejszą dziedziną, w której człowiek może coś dać człowiekowi, nie jest sfera rzeczy materialnych, lecz ściśle ludzkich. Co daje jeden człowiek drugiemu? Daje siebie, to, co jest w nim najcenniejsze, daje swoje życie. Nie musi to oczywiście oznaczać, że poświęca swoje życie dla drugiego człowieka, lecz, że daje to, co jest w nim żywe; daje swoją radość, swoje zainteresowanie, zrozumienie, swoją wiedzę, humor i swój smutek - wszystko, co jest w nim żywe i co się ujawnia i znajduje swój wyraz. W ten sposób, dając swoje życie, wzbogaca drugiego człowieka, wzmaga poczucie jego istnienia, wzmagając zarazem poczucie własnego istnienia. Nie daje po to, aby otrzymywać; dawanie samo w sobie jest doskonałą radością. Lecz dając nie może nie rodzić czegoś w drugim człowieku, a to, co zrodzone, otrzymuje w zamian od obdarzonego; dając szczerze, musi także odbierać. Dając sprawiamy, że drugi człowiek staje się również ofiarodawcą i że teraz wspólnie dzielimy radość z tego, co powstało". Wreszcie łączymy się w radości, by potem móc się nią dzielić. Dziękuję Wam. Czy to wszystko nie stało się zbyt dramatyczne? sobota, 24.lutego.2007, 21:28Takie wieczory lubię najbardziej. W pokoju obok żywa dyskusja rodziców ze znajomymi, do której w każdej chwili mogę dołączyć, w kuchni gotuje się woda na herbatę, siostra ogląda jakiś film w sypialni, a ja siedzę przed monitorem słuchając muzyki.
Zapalona lampka, wokół mnie mnóstwo płyt, jakiś zeszyt, parę długopisów, pilot od telewizora i skórki od zjedzonych przed chwilą pomarańczy. Żyć, nie umierać. Przelotne spojrzenie na stertę zeszytów po drugiej stronie biurka, potem znów pisanie kolejnych słów na wirtualnej kartce. Spokojna jestem, wyciszona. Łatwo powiedzieć po całym dniu rzucania morderczych spojrzeń pozostałym osobom i trzaskania drzwiami wejściowymi. Wszystko dzisiaj było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Tak, tak! To niewątpliwie humory zbulwersowanej nastolatki z napięciem przedmiesiączkowym. Muszę być poważniejsza. Ale po co? Jest przecież dobrze. Jedyne, czego potrzebuję, to przypływu nagłej energii. Czegoś w rodzaju olśnienia. Nigdy nie doświadczyłam tego: „mam!”, kiedy wszystko staje się jasne. Narzekam. Jak zwykle. Monotematyczna jestem. Ahgrr. Odbiegając, a może i nie odbiegając (w tym miejscu pokłon w kierunku Senguta) od tematu, stwierdzam, że nie lubię zimy. Zimno, ślizgawka na ulicy, okulary mi parują, spodnie wiecznie mokre, brudne... Niech przyjdzie wiosna! Od połowy marca zawsze mam lepsze samopoczucie... Chyba gdzieś po drodze zgubiłam uczucia. Taka... pusta w środku jestem. Czegoś tam brakuje. Gdzieś i czegoś. Precyzyjne określenia. Mądrzejsi: “To nie zadanie, które mamy wykonać, przysparza nam problemów, ale sposób, w jaki o nim myślimy.” M. Maltz “Jeśli poczujesz, że jesteś w dole, najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić, to… odłożyć łopatę.” Warren Buffet [EDYCJA (dzień później): A trzeba było się ciepło ubierać! Mówiłam, żebyś zakładała kurtkę, jak idziesz otworzyć koleżance! Tą wczorajszą coca-colę mogłaś już sobie darować. Taka zimna...! Chora jestem, chwilowo nie tylko na umyśle. ] Wasza leniwa, okropna, wiecznie głodna, zrozpaczona (?!!), malutka, biedna, zagubiona, zauroczona, zapatrzona dziewczynka, Ty taka głupia jesteś, czy tylko udajesz? poniedziałek, 5.lutego.2007, 17:04Poprzednia notka skasowana, choć w zasadzie był to ruch bezsensowny.
Stwierdziłam- pod wpływem chwili rzecz jasna- że nie mam nic do stracenia. Nigdy mi się nie chciało i niech tak pozostanie. O wiele wygodniej posługiwać się cudzym zdaniem, wypowiedzią... (i w ogóle!- dodała Zbuntowana, oblewając się wiadrem zimnego potu). Krótko mówiąc: nic się nie zmieni pomijając fakt, że postaram się NIE paplać o czymś, co zostało milion razy przemielone przez innych. Ewentualnie będę cytować. Jak ja lubię łatwiznę! [Wstawić odpowiedni dopisek, w którym użalam się, że znowu źle napisałam, że nie tak, jak być powinno, och, ach... no!] Wasz wielki leń, Dajcie dziecku aparat, a pożałujecie. środa, 17.stycznia.2007, 20:31Od dwóch dni obiecuję i nic. Tak, chyba już wszyscy się do tego przyzwyczaili. Wszyscy- poza mną, oczywiście. Nadal nie mogę przyjąć do wiadomości, że sypie się „wszystko”.
Wszystko, wszyscy. Uwielbiam takie pojęcia. Znów nieskładnie. Albo mi się wydaje, albo kiedyś łatwiej szło mi tworzenie sensownych zdań. A jeśli chodzi o gramatykę to umiem teraz o połowę mniej niż w podstawówce. Oj, dramatyzuję. Nie jest w końcu tak źle. Użalanie się nad życiem pozostawię innym. Chyba muszę znaleźć więcej miejsca na przyjaźń pośród mojego lenistwa, bo mur zaczyna się kruszyć. Czy ktoś zrozumiał cokolwiek z tych kilku zdań znajdujących się powyżej? Prawdopodobnie chodziło o poskładanie wielu myśli w krótkim tekście, ale niekoniecznie się to udało. W każdym razie nie lubię się zmieniać, ale jednocześnie nie chcę, by wszystko stało w miejscu. (Jak widać, nie mam nic do powiedzenia.) Niestety, czeka was kolejna porcja zdjęć. Spodobało mi się to. Na pierwszy rzut Agutek przed Sylwestrem. Agutek w trakcie. Oczywiście nie byłabym sobą bez jedzenia. (NIestety zdjęć po imprezie nie posiadam. Zapewne wyglądałam ciekawie. Nagle usłyszałam trzask. Oto, co zobaczyłam za oknem. Niech ktoś spróbuje powiedzieć, że ja nie mam co robić. Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Raczcie spojrzeć na czyściutkie stopy. Coś, czego się nie rozdziela. Podoba mi się to zdjęcie, bo nie było ustawiane. Akurat tak to wyglądało na moim biurku. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Maufaktura, koło godziny czternastej. Pan Pingwin( według Marty- pan Kret. Na dobry koniec.. Pudzian od tyłu. Nawet się nie chciał odwrócić, tak się spieszył. Czyli pozostaje mi tylko się pożegnać ? Chyba znów wypowiedzieć będą musieli się ci mądrzejsi ode mnie... "Pamiętaj, byś zawsze wiedział jasno, czego pragniesz." Paulo Coelho “Twój czas jest ograniczony, więc nie marnuj go żyjąc tak jak inni. Nie daj się znaleźć w potrzasku przez dogmaty, którymi żyją. Nie ulegaj opiniom, które zagłuszą twój wewnętrzny głos. I najważniejsze, miej odwagę pójść za twoim sercem i intuicją. Wszystko inne jest mniej ważne.” Steve Jobs “Nie chodzi o to, aby być najlepszym z najlepszych, lecz o to, aby być jedynym w swoim rodzaju” J. Garcia Chcesz mnie czegoś nauczyć? Prywatne Nimrodel Senga Silent 2 Siemion Essi Peorth Aneks Mrau Dacedra Aribeth Rajch Silent |
![]() |